I c – Mały Książę na planecie B-331

Napisz opowiadanie z dialogiem o podróży Małego Księcia na planetę B-331, na której poznaje on kogoś, kto bardzo różni się od Króla, Próżniaka, Pijaka, Bankiera, Latarnika i Geografa. Ma to być bohater pozytywny, który nie ulega absurdalnym obsesjom, nie narzeka na ponurą rzeczywistość, nie popada w nałogi, nie trwoni czasu na bezsensownych zajęciach.  Jest kimś wartościowym. Kimś, kogo warto poznać.

Wskazówki dotyczące pracy:

a) nie korzystaj z pomysłów znalezionych w Internecie;

b) pracę napisz najpierw w dowolnym edytorze tekstu i zapisz ją na komputerze;

c) przygotuj minimum 30 wersów tekstu;

d) zwróć uwagę na precyzyjne zredagowanie dialogu;

e) sprawdzaj pocztę, bo możesz otrzymać wskazówki lub uwagi dotyczące pracy;

f) termin wysyłania prac: 6 maja, godz. 20;

g) na osobnej kartce wykonaj rysunek z wizerunkiem opisywanej postaci.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

12 odpowiedzi na „I c – Mały Książę na planecie B-331

  1. ~Klaudiusz Kościński pisze:

    status pracy: zaakceptowana

    Następną planetę zamieszkiwał Listonosz .
    Na tej planecie Książę przebywał długo i był zadowolony z tej wizyty .
    - Co ty robisz ? – spytał Mały Książę listonosza .
    - Roznoszę listy – odpowiedział Listonosz.
    - A po co to robisz ? – spytał zaciekawiony chłopiec.
    - Robię to po to, by inni ludzie mogli się ze sobą komunikować
    - odpowiedział Listonosz .
    - Rozumiem , a czy twoja praca jest trudna ?
    - Tak, ciężka , dużo ludzi dziękuje mi za to , że w ogóle
    mam ochotę na to, by im te listy przynosić . A poza
    tym mi jako listonoszowi sprawia przyjemność dawanie
    ludziom listów – powiedział listonosz.
    - Sprawia ci to przyjemność ? Przecież chodzę z tobą krótko,
    a jestem już zmęczony – powiedział zdziwiony Książę .
    - Może i tak, ale gdy chodzi się i chodzi, to powoli
    przestaje się męczyć i nie zwraca się uwagi na to,
    że jest się zmęczonym. – odpowiedział. – Och, zostało mi
    tylko 100 listów, to nie jest dużo – rzekł listonosz.
    - To nie jest dużo ? – powiedział Książę, nie kryjąc zdziwienia.
    - Dla mnie by było to bardzo dużo – oznajmił Książę .
    - Och, nie przesadzaj! – powiedział Listonosz .
    - Spadł ci list ! – krzyknął nagle Książę.
    Po chwili spojrzał na list ze zdziwieniem .
    - Co takiego???!!! Ten list jest do mnie???!!!
    - Listonosz papatrzył na list i powiedział:
    - Tak, faktycznie jest do ciebie. Proszę , weź go, w końcu jest twój – powiedział Listonosz.
    - Dobrze, dziękuję – rzekł Książę.
    Listonosze są mili i przyjazini – pomyślał Mały Książę, wracając do swojej Róży.
    Bardzo polubiłem tego listonosza – powiedział Książę.

  2. ~Bernadeta Stromska pisze:

    status pracy: zaakceptowana z uwagami

    Pewnego dnia na mojej planecie B-331 pojawił się, nie wiadomo skąd i jak, bardzo uroczy chłopiec. Miał przyjemną i miłą twarzyczkę. Ucieszyłem się bardzo z tego faktu, ponieważ lubiłem, kiedy przybywały do mnie nowe istoty.
    Planety, ktorą obecnie zamieszkuję, podobno nikt jeszcze przede mną nie odkrył. Ja, Truskawkowy Dziadek – tak na mnie mówią dzieci, z którymi tutaj jestem, przybylem pierwszy. Zakochałem się w tej Planecie i postanowiłem uczynić ją kolorową i bardzo wesołą, aby była przyjazna dla wszystkich. I tak zacząłem sadzić truskawki. A że tutaj jest zawsze ciepło, owoców było bez liku. Kiedy jedne plony zbierałem, drugie zaczęły już dojrzewać. I tak bez przerwy. Robiłem z truskawek kompoty, dżemy, powidła i wszystko co dało się z nich zrobić.
    Z czasem na Planetę B-331 zaczęły przybywać dzieci w różnym wieku.
    Wracając do chłopca, który pojawił się znikąd.
    Zapytałem się grzecznie.
    -Skąd przybywasz, młodzieńcze?
    -Z Planety 612 -odpowiedział bez zastanowienia Mały Książę.
    -A gdzież to jest? -zapytałem.
    -O ile się orientuję, to bardzo daleko.
    Truskawkowy Dziadek, nie chcąc już męczyć chłopca, zaprosił go do domu. Był to czas na podwieczorek.
    Kiedy weszli do środka, przywitało ich spore grono dzieci. Mały Książę był bardzo zdziwiony tym widokiem i zarazem bardzo szczęśliwy widząc ich.
    Zapytał więc.
    -Truskawkowy Dziadku, jak zebrałeś tyle dzieci?
    -To nie ja. One same przychodziły. Każdego dnia zjawiały się albo pojedyńczo, albo we trójkę. Zjawiały się tak jak ty, Mały Książę, nieoczekiwanie. Ale jestem bardzo szczęśliwy, że tu są. Niosą wielką radość tej Planecie. Dzięki nim truskawki są bardziej czerwone, słońce bardziej żółte, a wszystko dookoła kolorowe.
    -Dziadku, a dlaczego te dzieci są same? Bez rodziców.
    -Tego nie wiem. Po prostu są. Myślę, że każde dziecko to spadająca gwiazda. I nie przez przypadek tutaj spadła na moja Planetę. Kazda gwiazda jest inna, tak jak te dzieci. Byłem samotny, więc zaczęły przybywać do mnie, aby ożywić i rozjaśnić to miejsce. Sam przecież nie zdołałbym zjeść tych truskawek -odpowiedział Dziadek.
    Mały Książę był oczarowany radością i beztroską dzieci. Zrozumiał, że Truskawkowy Dziadek żyje dla nich, aby były szczęśliwe. Już po podwieczorku i długiej zabawie ze wszystkimi nadszedł czas, aby opuścić Planetę 331.
    -Dziadku, westchnął Mały Książę – chciałbym z wami jeszcze zostać, ale czas jest nieubłagany i muszę wyruszyć na nową Planetę.
    -Skoro musisz nas opuścić, to cóż. Dam Ci na drogę słoik dżemu truskawkowego. W czasie podróży zjadając go, pomyśl o nas i znowu odwiedź.
    Mały Książę, żegnając się, powiedział:
    -Dziękuję Wam wszystkim za miłe chwile spędzone z Wami, za radość, miłość, no i za dżem.
    Mówiąc te słowa spojrzał na Truskawkowego Dziadka. Uściskał Go i machając rękoma, powoli się oddalił, aż znikł niczym gwiazda w kosmosie.

  3. ~Daniela Sobolewska pisze:

    status pracy: zaakceptowana z uwagami i poprawkami

    Zwiedzając nowo poznaną planetę B-331 ujrzałem lekarza, który ratował życie małej dziewczynce. Wyglądał on sympatycznie i uratował życie drugiemu człowiekowi, więc postanowiłem z nim porozmawiać i poznać nową osobę.
    Mały Książę: Dzień dobry, chciałbym pana poznać.
    Lekarz: Dobrze, jak się nazywasz, młody człowieku?
    Mały Książę: Nazywam się Mały Książę, zwiedzam tę planetę i chciałbym pana poznać, ponieważ lubię zawierać nowe znajomości.
    Lekarz: Dobrze, widzę, że jesteś człowiekiem lubiącym poznawać nowe miejsca.
    Mały Książę: Tak, to prawda, lubię podróżować.
    Lekarz: Ja też lubię podróżować i pomagać ludziom.
    Mały Książę: Właśnie widziałem jest pan bardzo dobrym człowiekiem. Uratował pan tej małej dziewczynce życie.
    Lekarz: Taka jest moja praca, muszę pomagać ludziom, ponieważ jestem lekarzem i uwielbiam tę pracę, gdyż z dnia na dzień uczę się nowych rzeczy.
    Mały Książę: Jakich rzeczy?
    Lekarz: Takich na przykład, jakie mają życie inni ludzie. Lecząc człowieka, który leży sam w szpitalu i walczy o swoje życie, zyskuję jego zaufanie, słucham, jak wyżala się, gdy nie ma z nim nikogo bliskiego.
    Mały Książę: To jest pan pewnie bardzo mądrym człowiekiem.
    Lekarz: Tak, bardzo dużo lat poświęciłem na naukę i jest ona bardzo ważna, aby osiągnąć coś w życiu.
    Mały Książę: Tak, wiem. Podziwiam takich ludzi jak pan.
    Lekarz: Bardzo dziękuję, jest to bardzo miłe z twojej strony. Ale ja już muszę się zbierać.
    Mały Książę: Dobrze, rozumiem pana. Bardzo miło mi się z panem rozmawiało.
    Lekarz: Mi też miło było ciebie poznać, do zobaczenia, chłopcze.
    Mały Książę: Do wiedzenia.
    Oto jak Mały Książę poznał bardzo mądrego meżczynę, który jest lekarzem…

  4. ~Marta Pluta pisze:

    status pracy: zaakceptowana

    Siódma planeta, na którą wybrał się Mały Książę, była zamieszkiwana przez starszą panią. Jej planeta była najpiękniejszą ze wszystkich. Znajdywała się na niej mała chatka, a wokół niej było pełno kwiatów, stawek oraz kilka ławek.
    - O, nareszcie jesteś! – wykrzyknęła uszczęśliwiona staruszka.
    - Czekałaś na mnie? – zapytał Mały Książę.
    - Od wielu lat czekam, aż ktoś mnie odwiedzi. Może wejdziesz do środka, mam obiad dla ciebie. – zaproponowała staruszka.
    - Wolę zostać tu, masz ładne kwiaty.
    - Dziękuję, zbiorę jabłka i upiekę dla ciebie jabłecznik.
    - Ale ja tylko na chwilkę przyszedłem.
    - A dokąd się później wybierasz? – zapytała zawiedziona staruszka.
    Mały Książę wzruszył ramionami.
    - Zostań jeszcze, zjesz coś. Chyba, że nie masz ochoty.
    - Dobrze zostanę, zresztą nie spieszy mi się.
    Oboje weszli do środka. Chatka była bardzo przytulna z dużą kuchnią, salonem i dwoma sypialniami.
    - Masz bardzo ładną planetę.
    Podczas jedzenia przepysznego jabłecznika Małemu Księciu bardzo miło się rozmawiało ze staruszką. Opowiedział jej o swojej róży, a ona podpowiedziała mu, jak ma się nią opiekować. Opowiedział też o swoich wizytach na innych planetach, a staruszka mu opowiedziała też trochę o sobie. Podczas rozmów ze starszą panią Mały Książę już wiedział, że nie wszyscy dorośli są dziwni, staruszka była sympatyczną osobą, a na dodatek miała piękną planetę, na której sam mógłby zamieszkać.
    - Chyba muszę już wracać, moja róża pewnie za mną tęskni. – rzekł Mały Książę.
    - Kiedyś i ja odwiedzę twoją różę. Naprawdę bardzo się cieszę, że mogłam ciebie poznać. – powiedziała staruszka.
    Mały Książę wrócił na swoją planetę, do swojej róży już z całkiem innym zdaniem o dorosłych.

  5. ~Zuzia Korendo pisze:

    status pracy: zaakceptowana z poprawkami

    Następna planeta, którą odwiedził Mały Książę, należała do farmaceuty. Na tej asteroidzie znajduje się stolik z przyrządami chemicznymi jakimś nieznajomy człowiek. Mały Książę widział, jak tam coś bulgocze. Ta planeta nie jest duża ale i nie za mała. Mały Książę podchodzi do stolika i mówi:
    – Witaj! Co robisz? – zapytał zaciekawiony chłopiec.
    – Tworzę leki. – odpowiedział farmaceuta z uśmiechem.
    – A po co je tworzysz? – zapytał zaciekawiony Mały Książę.
    – Żeby pomagać innym, kiedy są chorzy. – odpowiada mężczyzna.
    Mały Książę podchodzi bliżej stołu i dotyka jednej z probówek. Obserwuje, jak po chwili substancja z probówki zmienia kolor. Mały Książę się dziwił. Po chwili pyta:
    – Jak to się stało, że ta substancja zmieniła kolor? – patrzy na farmaceutę z uniesiona brwią.
    – To dzięki chemii. – odpowiada farmaceuta, patrząc na niego z uśmiechem.
    – Ale jak to? – pyta Mały Książę.
    Farmaceuta podchodzi do niego, bierze trzy substancje ze stołu i puste naczynie. Po chwili mówi:
    – Zobacz, kiedy wlejemy tĘ zieloną substancjĘ do pustego naczynia i do tego dodamy jedną kropelkę tej żółtej substancji, to powstaje niebieska. Potem, jeśli dolejemy różową substancjĘ, to powstanie fioletowa substancja. Teraz trochę potrzęsiemy i stanie się przezroczysta. A jeśli jeszcze raz potrzęśniemy, to stanie się znów fioletowa. – śmiejąc się podchodzi do swojego stanowiska pracy obok.
    Mały Książę oszołomiony patrzy przez dłużą chwilĘ na tę substancję. Po chwili pyta:
    – A tobie się nie nudzi w tej pracy.
    – Nie. Jestem zadowolony ze swojej pracy, bo mogę wysyłać i robić wspaniałe leki dla tych, którzy ich bardzo potrzebują. – uśmiecha się do niego i po chwili się odwraca.
    – A co się stanie, kiedy wszystkie te składniki zmieszasz? – pyta się Mały Książę.
    – Nie wiem, nigdy nie próbowałem, ale mam przeczucie, że wtedy wszystko wybuchnie i rozwali moją planetę. – odpowiada śmiejąc się farmaceuta.
    Mały KsiążĘ już o nic nie pytał. W jego oczach pojawił się pewien błysk zainteresowania chemią. Po chwili mówi:
    – Moim zdaniem jesteś najbardziej interesującą osobą, którą dotąd poznałem. Chyba jako jedyna masz interesującą pracę. Miło mi, że Cię poznałem i zobaczyłem jaka jest fascynująca chemia. Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy.
    – Dziękuję, że nazwałeś mój zawód interesującym i mi też miło, że cię spotkałem. Mam nadzieję, że może ja cię kiedyś odwiedzę. Na pewno kiedyś poeksperymentujemy razem. Do zobaczenia!
    – Do widzenia!
    Mały Książę był szczęśliwy, że spotkał pozytywną osobę wykonującą ciekawą i pożyteczną pracę.

  6. ~Julia Kalbarczyk pisze:

    status pracy: zaakceptowana z dużą ilością poprawek

    Ósma planeta nie była zbyt duża. Mieszkał na niej ogrodnik, który bardzo dbał o swoją planetĘ, aby była czysta i kolorowa.
    -Witaj nieznajomy gościu – rzekł spokojnie i miło do Małego Księcia.
    -Właśnie jadłem śniadanie, prosze poczęstuj się.
    Mały Książę z NIEpewnością dosiadł sie do nieznajomego.
    -Śmiało, poczęstuj siĘ. Wszystko, co znajduje się na tym stole, sam wyhodowałem i zrobiłem.
    Mały KsiążĘ po namowie ogrodnika Skosztował owoców.
    -Ale pyszne, uwielbiam owoce!
    -Cieszę się, że ci smakuje. Długo czekałem aż dojrzeją – powiedział nieznajomy z uśmiechem na twarzy.
    Po śniadaniu Ogrodnik zaprosił Małego Księcia do swojego ogrodu.
    W ogrodzie było bardzo kolorowo. Po prawej stronie rosły owoce, między innymi: jabłka, gruszki, wiśnie i ulubniony owoc ogrodnika – agrest. Natomiast po lewej rosły warzywa takie jak: marchewki, ogÓrki, cukinia, pomidory i wiele, wiele innych.
    -Miło, że ktoŚ mnie odwiedził na tej planecie. Niewielu mam tu gości. Jak masz NA IMIĘ i skąd pochodzisz? – spytał zaciekawiony ogrodnik.
    -Nazywam się Mały Książę i pochodzĘ z planety B16. A ty jak siĘ nazywasz? – spytał Mały KsiążĘ.
    -Nazywam sie Olek. Olek ogrodnik.
    -Masz piękną planetĘ – rzekł Mały KsiążĘ.
    -DziekujĘ, bardzo o nią dbam, Żeby była taka, jaka jest. – z uŚmiechem na twarzy powiedział ogrodnik.
    -Niestety, musze już wracać na swoją planetĘ i o nią trochĘ zadbać.
    -Szkoda, ale miło było ciĘ poznac. Lecz nie wyruszysz stąd z pustymi rękoma – rzekł ogrodnik i pobiegł szybko do domu po kosz.
    -Ale po co ci ten kosz? – zapytał zaciekawiony Mały KsiążĘ.
    -Jak to po co? Powiedziałem, że nie wypuszĘ ciĘ z pustymi rękoma – rzekł wręczając Małemu Księciu kosz pełen owoców i warzyw.
    -To bardzo miłe z twojej strony, dziekujĘ bardzo – powiedział smutny Mały KsiążĘ.
    -Dla mnie to nic wielkiego, mam tego dużo, więc obowiązkiem jest się dzielić.-odparł ogrodnik.
    -A więc żegnaj, Olku. Miło było cię poznać.
    -Żegnaj, Mały KsiążĘ.
    Chłopiec ze smutkiem oddalał siĘ od ogrodnika aż wreSZcie nie było go widać.

  7. ~Nicole Borowska pisze:

    status pracy: zaakceptowana z poprawkami

    Na planecie B-331 mieszkał miły i przyjazny sprzątacz. Miał on dość ciężką pracĘ, ponieważ musiał dużo sprzątać. Wydawał mi się najmilszą osobą, spośród tych, które odwiedziłem. Strasznie chciałem go poznać, więc zapytałem.
    -Kim jesteś?
    -Sprzątaczem. – odpowiedział mężczyzna.
    -Na czym polega twoja praca?
    -Codziennie muszę sprzątać różne budynki i ulice. – odpowiedział sprzątacz.
    -A trudny jest twój zawód?
    -Nie aż tak, ale dużo przy tym roboty.
    -A może Ci pomóc? – zapytałem.
    -Nie trzeba, dam sobie radĘ.
    -Wierze Ci. – odpowiedział miło.
    -Ja też muszę sprzątać i dbać o moją planetę. – Oznajmiłem.
    -A o co właściwie musisz dbać?
    -O baobaby, żeby mi nie zarosły planety, wulkany oraz różę.
    -No to masz chyba przy tym dużo pracy?
    -Na pewno nie tak dużo jak ty. – odparłem.
    -Mam nadzieję, że doceniasz moją pracę.
    -A ty jesteś zadowolony ze swojej pracy? – zapytałem.
    -Oczywiście, że tak, bo gdyby nie ja, to kto inny by posprzątał ten cały bałagan? Nikt inny jak sprzątacz.
    -No racja, jesteś dość miłą osobą.
    -Dziękuję, rzadko to słyszę, nieczęsto się zdarza, że ktoś docenia moją pracę.
    -A masz jakąś rodzinę na tej planecie? – zapytałem.
    -Mam, ale wolę samotne życie.
    -Bardzo miło mi się z tobą rozmawiało, ale już muszę wracać na moją planetę. – oznajmiłem.
    -Również dziękuję tobie za tę rozmowę. – odpowiedział sprzątacz.
    -Mam nadzieję, że kiedyś będę mógł znów Cię odwiedzić.
    -Też mam taką nadzieję.
    -Do widzenia! – powiedziałem.
    -Do zobaczenia. – odpowiedział.
    Pożegnałem się ze sprzątaczem i odleciałem na moją planetę.

  8. ~Kamila Szwemin pisze:

    status pracy: zaakceptowana z drobnymi poprawkami

    Następną planetę B-331 zamieszkiwał Człowiek Pozytywny. Był radosny i wszystko go uszczęśliwiało. Na powitanie rzucił się w ramiona Małemu Księciu i bardzo życzliwie go powitał.
    -O! Witaj przybyszu, rozgość się na mojej planecie.
    -Witaj – odpowiedział krótko Książę, bacznie przyglądając się Pozytywnemu.
    -Chodź, oprowadzę cię po mojej planecie – zaproponował Pozytywny. To najwspanialsze miejsce pod Słońcem.
    Planeta okazała się dość przeciętna. Mały Książę widział już piękniejsze miejsca. Dziwił go tak wielki entuzjazm Pozytywnego.
    -Co jest tak wspaniałego w tej planecie? – zapytał Książę.
    -No jak to?! Nie widzisz miękkości tej trawy, kolorowych motyli, jaskrawych kwiatów?
    Mały Książę rozejrzał się dookoła.
    -Trawa, jak trawa, nic specjalnego. Motyle co prawda ładne, ale czym się tu zachwycać?
    Reakcja Małego Księcia nie zasmuciła Pozytywnego, nadal z zachwytem o niej opowiadał.
    -Dla mnie jest to najwspanialsza planeta, ponieważ jest moja – powiedział Pozytywny.
    -Nie rozumiem.
    -Jeśli coś kochasz, to inaczej na to patrzysz.
    Wtedy Mały Książę przypomniał sobie, jaka Róża była dla niego ważna, przyjrzał się jeszcze raz okolicy i nagle wydała mu się piękniejsza.
    Towarzystwo Pozytywnego rozweseliło Małego Księcia. Chętnie spędził z nim czas. Opowiedział nawet o swojej ukochanej Róży i jak bardzo za nią tęskni. Pozytywny uważnie go wysłuchał i pocieszył mądrym słowem.
    -Cieszę się, że mnie odwiedziłeś. Mam nadzieje, że wkrótce będę miał więcej gości.
    -To była miła wizyta – powiedział Mały Książę z uśmiechem.
    -Zanim odejdziesz, obejrzyjmy razem zachód słońca – zaproponował Pozytywny.
    Późną nocą Książę opuścił planetę B-331 z poczuciem, że spotkał wreszcie dobrą osobę.

  9. ~Eliza Zimmermann pisze:

    status pracy: zaakceptowana z licznymi poprawkami

    Następną planetę zamieszkiwała Istota idealna bez wad. Wszystko robiła z jakiegoś istotnego powodu. Mały Książę, gdy tu przyleciał, spojrzał na nią i zapytał:
    -Co robisz?
    -Pomagam małym myszkom, ponieważ skończył im się ser. Przyniosłam dla nich pożywienie. – odpowiedziała.
    -Daczego im pomagasz? – spytał Mały Książę?
    -Pomagam im dlatego, że beze mnie by umarły – odpowiedziała.
    -To bardzo miłe z Twojej strony.
    -Wiem – odpowiedziała ciepłym głosem.
    Co jeszcze robisz oprócz pomagania małym myszkom? – spytał Mały książę?
    -Opiekuję się roślinami, dbam o nie, żeby nie zwiędły. Wiesz, że one też mają uczucia? Choć nikt tego nie dostrzega – rzekła.
    -Ja dostrzegam. -wykRZyknąŁ Mały Książę, a po chwili dodał: -Mam różę na mojej planecie. Opiekuję się nią.
    Nagle Idealna istota spytała Małego księcia:
    -Dlaczego teraz jesteś tutaj, a nie przy swojej róży?
    Lecz nie otrzymała odpowiedzi. Mały Książę po jakiejś chwili zapytał:
    -Dlaczego opiekujesz się zwierzętami i roślinami?
    -Dlatego, że gdybym o nie nie dbała, byłabym tu zupełnie sama, a ja nie lubię samotności. I myślę, że nikt jej nie lubi, a po za tym nie robię tego tylko dla siebie. Robię to też dla nich.
    W tym momENcie wskazała ręką na myszki i rośliny.
    -To niesamowite, co dla nich robisz! – powiedział z zachwytem Mały Książę.
    -Wiem. Pomaganie im sprawia mi dużo radości. – powiedziła Idealna istota.
    -Dziękuję za rozmowę i gościnę. Do widzenia.
    -Do widzenia. Odwiedź mnie jeszcze kiedyś!
    Gdy Mały książę odleciał, powiedział sam do siebie:
    -To NAPRAWDĘ niesamowite i wspaniałe.
    I tak skończyła się wizyta u Idealnej istoty.

  10. ~Natalia Ziòłkowska pisze:

    status pracy: zaakceptowana z poprawkami

    Mały KsiążĘ był zawiedziony tym, co pokazali mu ludzie. Pycha, samouwielbienie, złość to cechy, które były obce naszemu dzielnemu chłopcu. Niezłomny poszukiwacz przyjaźni ruszył przed siebie w poszukiwaniu bratniej duszy.

    „Planeta”, na którą trafił, była zupełnie inna niż wszystkie poprzednie. Gdy Mały KsiążĘ stawiał kroki, ROZLEGAŁO SIĘ niemiłosierne echo, wszędzie wiły się „stalowe węże”. Bohater był przerażony tą Metalową Planetą.

    - Ahoj, Kajtku – zawołał mężczyzna z dziwną czapką na głowie.

    - Dzień dobry – powiedział nieśmiało chłopiec.

    - Czy to Pana Planeta? – zapytał Mały KsiążĘ.

    - Planeta? Kajtku! – głośno zaśmiał się mężczyzna w nieokreślonym wieku. To nie jest moja Planeta, to jest mój statek. A ja jestem Kapitanem tej łajby. Mężczyzna śmiejąc się głośno zapytał:
    - Skąd Ty się tu wziąłeś? Z choinki się urwałeś?

    - Szanowny Panie – powiedział nieśmiało młodzieniec, ja jestem Mały KsiążĘ, mieszkam na ASTEROIDZIE B-612. Podróżuję po różnych Planetach, by znaleźć prawdziwą przyjaźń. Pan też szuka na „tym” przyjaźni?

    Kapitan powątpiewał w sensacyjne i nieco irracjonalne tłumaczenie małolata, jednakże powiedział:

    - Drogi Synku, prawdziwej przyjaźni na siłę nigdy nie znajdziesz. Ona wymaga czasu, prób. Widzisz, Mały, to tutaj: ten metal, rury, zbiorniki, urządzenia, marynarze i otaczające nas zewsząd morze, to moja praca. DWA MIESIĄCE SPĘDZAM NA MORZU, BY POTEM PRZEZ DWA MIESIĄCE MIESZKAĆ W DOMU. Tu i tu żyję, choć inaczej. Tu i tu mam ludzi, na których mogę polegać, choć nie wszystkich mogę nazwać przyjaciółmi
    - Jak to, wszyscy Ci mili ludzie nie są pana przyjaciółmi, dlaczego? – zapytał ze łzami w oczach Mały KsiążĘ?

    - Mały, Ty to faktycznie jesteś z Kosmosu! Wszyscy ludzie tutaj są w pracy. Wszyscy wykonujemy swoje obowiązki. Musimy ze sobą rozmawiać, tolerować się, niejednokrotnie iść na kompromis. To jest taka nasza Planeta. A Ty ze wszystkimi się przyjaźnisz?

    - Ja, ja … Ja nie mam przyjaciół. Mam tylko Różę, o którą się troszczę, daję jej wodę, glebę, dbam o nią – powiedział zawstydzony chłopiec.
    - Kajtku! I to właśnie jest prawdziwa przyjaźń! – powiedział stary Kapitan.

    - Proszę Pana, a co my teraz robimy? – zapytał Książę.

    - Rozmawiamy, Przyjacielu, tylko rozmawiamy. Rozmawiamy jak kumple! – powiedział KAPITAN statku.

    - Mam przyjaciela, zapłakał chłopiec. Nie robię z Panem nic szczególnego, tylko rozmawiamy, a ja jestem szczęśliwy.

    - Nie płacz, Mały. Pamiętaj tylko: „Życie nie jest ciągłą zabawą, nie musisz nieustannie czegoś robić, by było dobrze. A co do przyjaźni, to pamiętaj, że z prawdziwym przyjacielem to i milczenie miłe”.

  11. ~Tomek Wadoń pisze:

    status pracy: zaakceptowana z poprawkami

    Po niezbyt przyjemnych odwiedzinach NA PLANECIE geografa Mały Książę podążył na planetę B-331. Planeta ta była ogromna w porównaniu z tymi odwiedzonymi wcześniej, była też cała porośnięta lasem. Mały Książę był przestraszony, widząc taką dużą ilość drzew, ponieważ myślał, że mieszka na niej ktoś nieodpowiedzialny i uważał, że drzewa zniszczą niedługo tĘ planetę. Chłopiec JUŻ CHCIAŁ opuścić tę planetę, GDY zobaczył drewnianą chatkę. Był zaciekawiony, ponieważ ktoś leniwy nie zbudowałBY takiej pięknej chaty. Gdy drzwi się otworzyły, Mały Książę zapytał:
    -Kim jesteś?
    -Ja jestem leśniczym, a ty?
    -Nazywam się Mały Książę. A przy okazji, czym się zajmujesz?
    -Jako leśniczy mam bardzo dużo zajęć, ale w skrócie zajmujĘ się lasem.
    -Jak można zajmować się lasem?
    -Na przykład uzupełniam jedzenie w paśniku, sprawdzam, które drzewa trzeba wyciąć.
    -Czemu nie wyciąć wszystkich drzew, przecież wszystkie drzewa zagrażają tej planecie .
    -Nie, drzewa zagrażają tylko małym planetom, tutaj groźne są tylko upadające drzewa, które zagrażają tylko zwierzętom, drzewom, budowlom i ludziom. Nie wytnę wszystkich drzew, ponieważ wytwarzają one tlen, a przecież nikt nie potrzebuje takiej ilości drewna.
    -Co by się stało, gdyby ktoś niszczył drzewa?
    -Wtedy łapie go i już nigdy nie wpuszczam na moją planetę.
    -Twoja praca naprawdę ma sens. Inni dorośli, których odwiedziłem, pracowali, ale nie przynosiło to korzyści ani im, ani nikomu innemu.
    -Niestety, muszę wracać do pracy i nie mogę już rozmawiać.
    -Dobrze, ja i tak muszę wracać, do widzenia.
    Po tej wizycie Mały Książę zainspirowany POŚWIĘCENIEM, Z JAKIM LEŚNICZY WYKONYWAŁ SWOJĄ PRACĘ, podążył na małą asteroidę B-612, ABY opiekować się różą

  12. ~Konrad Czarnecki pisze:

    status pracy: zaakceptowana z poprawkami

    Na kolejnej planecie B-331 żył Jack Norris, bohater różnych filmów, który przybył na tę planetę w celu uwolnienia jej od kosmitów . Złośliwych i odrażających małych potworków .
    Mały Książę, rozbijając się na jego planecie, ujrzał wielki skład, ale nie wiedział dokładnie czego.
    Po DOKŁADNIEJSZYM rozpoznaniu terenu, poszedł w stronę składu.
    Kiedy tam dotarł, ujrzał jakąŚ sylwetkę, przestraszył się, ale podszedł bliżej i powiedział:
    -Dzień dobry – POWIEDZIAŁ zaciekawiony Mały KsiążĘ.
    -Kim jesteś? – odrzekł Jack Norris.
    -Mam na imię Mały Książę i rozbiłem się tu niedaleko.
    -A, to ty spadałeś z hukiem, a myślałem, że jacyś kosmici, bo już od dawna ich tu spotykam.
    -Tak, to ja. Jestem podróżnikiem, poznajĘ ciekawych ludzi. A Pan co tu porabia?
    -Jestem aktorem filmów akcji, szukam ciekawych wrażeń, walczę ze złem, chcę, aby ta planeta była czysta od złych mocy, radosna i bezpieczna.
    -Szlachetny cel muszę przyznać – powiedział Mały Książę.
    -Na przykład wczoraj KOSMICI wylądowali kilkaset kilometrów stąd, jak podeszli bliżej, to użyłem KOSMICZNEJ BRONI, która zmieniŁA ich w normalnych spokojnych i szlachetnych ludzi. Teraz dam im materiały do budowy domu. Mam nadzieję, że powstaną tu piękne domy, liczne osiedla, pełne szczęŚliwych i radosnych ludzi.
    -JesteŚ dobrym człowiekiem – stwierdził Mały Książę.
    -Marzę o tym, żeby ta planeta tętniła życiem. Chciałbym, żeby było można tu bezpiecznie podróżować i spędzać wspaniałe wakacje.Chciałbym bardzo udostępnić ludziom tĘ piękną planetę, bogatą w cuda natury, których gdzie indziej nie można spotkać . To jest mój główny cel, do którego dążę.
    -Mam nadzieję, że sobie poradzisz, bo to nie lada zadanie. Na pewno tu kiedyś jeszcze wpadnę. Życzę powodzenia i do zobaczenia.
    -Do zabaczenia.
    Mały Książę po pożegnaniu się z Jackiem poszedł do swojego statku i poleciał zwiedzać inne planety.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>